Menu

2016.02.05 - Galu Beach

Tego dnia zabraliśmy naszego przyszłego przyjaciela na długi spacer w kierunku Tanzanii i z dala od ludzi (tubylcy mają doskonały wzrok) daliśmy mu pieniądze, które początkowo były przeznaczone na nasze Safari. Powiedzieliśmy mu, żeby zabrał żonę do lekarza i żeby zadbał o nią - w kwietniu wypada środek tzw. długiej pory deszczowej i w tym czasie ludzie w Kenii najczęściej głodują. Gdy otrzymał od nas pieniądze, to nie mógł uwierzyć, zwinął banknoty w rulon, schował w dłoni i tak mocno ścisnął, że aż mu ręka zsiniała. Cały czas drżał i z całych sił powstrzymywał łzy, bardzo nam przy tym dziękował. To wtedy narodził się w jego głowie pomysł, że jeśli urodzi mu się syn, to nazwie go Robert, a jeśli córka, to da jej na imię Magda. Obiecał nam to, ale trzeba pamiętać, że jest to niezwykła sytuacja, gdyż tradycyjnie w Kenii imię dziecku nadaje się dopiero w piątej dobie życia, wcześniej nawet nie rozmawia się na ten temat. Poza tym dzieci najczęściej otrzymują imiona po swoich dziadkach. Nie trzeba nikogo przekonywać, że oba zaproponowane przez niego imiona nie są imionami afrykańskimi i składając nam taką obietnicę wykazał się on dużą odwagą, bo nie wiadomo było jak taka decyzja zostanie przyjęta przez lokalną społeczność. Okazało się, że żona Mohcia - Mwanasha - miała bardzo poważną anemię (hemoglobina na poziomie 7), dzięki naszym pieniądzom otrzymała krew i mogła się lepiej odżywiać. Mała Magda szczęśliwie przyszła na świat 27 sierpnia 2016 roku, czyli ponad pół roku później. Pieniędzy na szczęście starczyło na poród w szpitalu w obecności fachowej obsługi, a nie w asyscie wioskowej akuszerki oraz na kroplówki wzmacniające i zaszczepienie dziecka.

rwb, 2018.03.05

Partnerzy