Menu

Nasi koordynatorzy w Kenii

Pracują dla nas

Kiedy poznaliśmy mieszkańców wioski zrozumieliśmy, że jest to miejsce w którym człowiek zostawia kawałek siebie. Potrzeba niesienia pomocy wydała nam się oczywista natychmiast, jednak okazało się, że pomaganie nie jest wcale takie łatwe. Na codzień mieszkamy przecież w Polsce, prawie 8,5 tysiąca kilometrów od tego zakątka na ziemi, w którym dzisiaj powiewa polska flaga.

  • Po pierwsze, nasze prywatne możliwości niesienia pomocy szybko okazały się niewystarczające.
  • Po drugie, wcale nie jest łatwo prosić o pomoc innych.
  • Po trzecie, trzeba znaleźć sposób na mądre, sprawiedliwe, racjonalne i wpisujące się w najpilniejsze potrzeby, dystrybuowanie pomocy na miejscu.

Dlatego też, postanowiliśmy poprosić o pomoc dwóch, mieszkających tam od wielu pokoleń, zaufanych ludzi. Jednym z nich jest tata Małej Madzi, człowiek dojrzały i doświadczony przez życie, drugim Sosha, kapitan naszego pierwszego rejsu, człowiek młody, wykształcony, niepokorny i starający się "brać z życiem za bary".


Mohcio Hamisi Mwaiga

Mohcio, tata Małej Magdy, urodzony w 1978 roku (nie zna dokładnej daty urodzenia (sic!), w swoim ID ma wpisany tylko rok), nie uczęszczał do szkoły, ojca nie pamięta, matkę stracił w wieku siedmiu lat, wychowywał się "przy wiosce". Od wczesnego dzieciństwa ciężko pracował. Mówi biegle w językach: suahili i digo oraz swobodnie po angielsku i niemiecku, tych ostatnich języków nauczył się obcując z turystami na plaży. Do niedawna potrafił napisać tylko podstawowe wyrazy, dziś pisze po angielsku dosyć swobodnie, przyczyniła się do tego codzienna korespondencja z nami.

Historia jego życia jest poruszająca i mogłaby stać się tematem filmu lub książki. W kwietniu 2006 roku poślubił dziewiętnaście lat młodszą Mwanashę, dziewczynkę ze wsi Kikoneni. Do dzisiaj stanowią kochające i wspierające się małżeństwo, pomimo, że los ich nie oszczędzał. Kiedy rok po ślubie, 16 kwietnia 2007 roku, przyszła na świat ich pierwsza córka, nazwali ją, zgodnie z tradycją imieniem matki ojca - Mesalimu. Dziewczynka pomimo biedy i trudnych warunków życia rozwijała się i rosła prawidłowo. Niestety, najprawdopodobniej w wyniku nagłego, nieszczęśliwego wypadku, dokładnie w dniu swoich szóstych urodzin, zmarła. Kolejne trzy ciąże młodziutkiej matki skończyły się tragicznie. Dopiero 11 listopada 2014 roku przyszedł na świat syn Hamisi. Niespełna dwa lata później, 27 sierpnia 2016 roku, urodziła się dziewczynka - Magda, której historia jest w dużej mierze inspiracją do działań naszej Fundacji.

Mohcio jest człowiekiem nie posiadającym wykształcenia, jednak posiadającym niezwykłą intuicję, wrażliwość, doświadczenie i wiedzę o życiu płynącą z jego osobistych, trudnych i bogatych przeżyć. W trakcie naszej dotychczasowej współpracy niejednokrotnie mogliśmy przekonać się o jego uczciwości, bezstronności i dobrym sercu. Życie nauczyło go niezwykłej pokory, skromności i cierpliwości. Każde powierzone mu zadanie wykonuje z zaangażowaniem i niezwykle skrupulatnie. Pomagając innym w imieniu naszej Fundacji, dopiero na końcu myśli o sobie.

Podsumowując naszą dotychczasową współpracę możemy śmiało stwierdzić, że jest on człowiekiem godnym najwyższego zaufania.

Sosha Salim Mwachiduwa

Sosha jest, drugim po tacie Magdy, bardzo ważnym dla nas człowiekiem i naszym przyjacielem. To właśnie on był kapitanem drewnianego „katamaranu” podczas naszej pierwszej kenijskiej wyprawy. Jak wtedy myśleliśmy, pierwszej i ostatniej zarazem. Dziś wiemy, że tamten rejs i rozmowa z Soshą skłoniły nas do tego, aby przyjrzeć się uważniej nie tylko krajobrazom, które zapierają dech w piersiach, ale właśnie ludziom.

Urodził się w 1991 r. w maleńkiej wiosce Biga, której nie znajdziecie na mapie. Jest najstarszym z sześciorga dzieci swoich rodziców. Matka Mwanamisi zajmuje się domem i wyplataniem koszy oraz pułapek na ryby. Ojciec Salim jest rybakiem, dlatego Sosha zna ocean jak „własną kieszeń”, potrafi wyjmować ryby z wody gołymi rękoma, a jego umiejętności pływackie i czas jaki potrafi przebywać pod wodą bez sprzętu wprawiają w osłupienie. W małej wiosce w Kenii, tak jak na całym świecie zdążają się przypadki źle ulokowanych uczuć i nietrafionych decyzji, dlatego też Sosha wychowuje sam swojego 4 letniego syna Amosa, marząc o tym, aby móc posłać go do szkoły. Jego rodzice pomimo, że sami nie chodzili nigdy do szkoły, z wielką determinacją próbują zapewnić dostęp do edukacji swoim dzieciom. Nie jest to łatwe, ale nierzadko, za cenę głodu, posyłają dzieci do szkoły. To dzięki ich wsparciu i własnej ciężkiej pracy oraz niezwykłemu uporowi Sosha skończył studia na kierunku biologia oceanu. Jednak nawet wykształcenie nie jest gwarancją, że otrzyma się godną pracę. Chłopak ma niezwykły talent pedagogiczny i rozległą wiedzę, dlatego też pomaga dzieciom w swojej wiosce w nauce. Mówi biegle w języku suahili, po angielski, francusku i arabsku. To on rysował nam mapy myśli na piasku, aby rzetelnie przedstawić historię swojego kraju, aby wyjaśnić nam złożoną strukturę plemienną. Ma dużą wiedzę historyczną, wie także niemało o współczesnej historii Polski. Marzy o lepszej przyszłości dla siebie, swoich najbliższych i innych Kenijczyków.

Jego, zdobyte z wielkim trudem, wykształcenie i większa świadomość w połączeniu z przypisanym młodości hartem ducha i chęcią do zmiany świata, skłoniły nas do współpracy w ramach Fundacji z tym młodym, niepokornym i dumnym Kenijczykiem. Wiemy, że połączenie doświadczeń, cech i charakterów naszych obydwu koordynatorów, może przyczynić się do realizacji z sukcesem wielu naszych planów.

Partnerzy