Menu
2018-09-02

Opowiem Wam coś o Kenii:) - A. Królikowska

Dzięki uprzejmości Agnieszki Królikowskiej - pilota wycieczek w Kenii mamy przyjemność zaprezentować Wam tekst jej autorstwa na temat wizyty w "naszej" wiosce.

Opowiem Wam coś o Kenii:)
O jej małej cząsteczce, takiej samej jak tysiące innych. O Wiosce Mwabungu. Kilkaset metrów od linii brzegowej Oceanu Indyjskiego i hoteli 3,4,i 5 * w których zarówno biali, żółci, pomarańczowi jak i sami czarni pozwalają sobie żyć w przepychu przez tydzień, dwa. Za murami luksusowych pokoi, restauracji, basenów i SPA mieszkają sobie ludzie, którzy nawet nie marzą o tym co za tymi właśnie murami się znajduje. Ci ludzie mieszkają w lepiankach i chatkach zbudowanych z patyków, błota, gliny zmieszanych ze zwierzęcym kałem oraz słomy. Bez kuchni, łazienki czy toalety - takich jakie my mamy w swoich nawet ubogich europejskich domach. Ale żyją sobie tak już od.... zawsze. Jedynym trawiącym to miejsce problemem jest brak pracy. Jej brak doskwiera wielu ludziom w Kenii. Nie mają pracy, więc nie mają pieniędzy, nie mają pieniędzy więc nie puszczają dzieci do szkoły na co trzeba niestety sporo wyłożyć. No a jak dzieci nie idą do szkoły to nie czytają, nie liczą, nie piszą. Więc nie dostaną pracy. I znów ich nie będzie stać na szkołę z kolei dla ich dzieci. W Kenii jest duży potencjał dla wykształconych pracowników. Tylko że tych jest niewielu. Część dzieci do szkoły chodzi a część nie. Są też takie, które pracują, pomagają rodzicom całe dnie i opiekują się najmłodszym rodzeństwem, wypasają kozy, krowy kiedy starsi są zajęci. Są nawet takie dzieci, które opieki nie mają żadnej i całe dnie chodzą nawet kilka km z dala od domu same. Takie np. dwulatki. Czy wy wyobrażacie sobie, że wasze dwuletnie dziecko chodzi sobie samo po osiedlu? W ogóle przebywa samo bez opieki, samo nawet poza waszym mieszkaniem? Nie. A tam rodzice muszą zadbać o wszystko by te dzieci mogły coś zjeść i gdzie spać. To tam aż tak nie dziwi. To pracowici ludzie. Po prosu wszystkiego nie przeskoczą. Po prostu życie tam jest proste - ale ciężkie, za trudne czasami. Dodatkowo choroby jak malaria i bardzo, bardzo kiepska służba zdrowia. I droga. Oczywiście. Spotkałam tam 4 pokolenia. Nie widziałam tam smutnych twarzy, a same uśmiechnięte. Nawet poznałam taką ponad 100letnią babcię. To było chyba najbardziej pozytywne dla mnie doświadczenie w Kenii. Babcia chodziła tylko będąc zgiętą w pół i oczywiście częściej siedziała niż chodziła - ale siedząc śpiewała i tańczyła machając ramionami. To był ODJAZD!!! Tak mi się wesoło i lekko na sercu zrobiło jak słuchałam śpiewu tej kobieciny i jej tak żwawych i energicznych ruchów ramion w tak starym ciele. I czegóż jej więcej do szczęścia trzeba?:D

Gdy leciałam na safari z grupą w połowie czerwca poznałam polskie małżeństwo, które kilka lat temu postanowiło pomóc mieszkańców tej wioski od podstaw. Mieszkają tam z nimi - tak jak oni - kilka razy do roku przez w sumie kilkanaście tygodni. Starają się pomóc im zdobyć pracę, odnaleźć, odnowić, czasami wyrobić dokumenty, uczyć dzieci, pomóc pod kątem opieki psychologiczno-pedagogicznej, wspomóc finansowo pod kątem możliwości pójścia do szkoły, zająć czas tym, które pozostają bez opieki, organizować jakiekolwiek życie społeczno - kulturalne wioski i dbać o zdrowie psychiczne ale też i fizyczne poprzez sport. A sport to zdrowie:)

Magdę i Roberta, jak wiecie poznałam na lotnisku. Pierwsze wrażenie -trochę zafiksowani :-P Tylko ta wioska i wioska i dzieci i wioska.. i DZIECI.. i znów WIOSKA. Jestem przewodnikiem na Safari. W Kenii byłam już wiele razy i cały czas wracam ale nie miałam na jej punkcie takiego fioła jak oni:P Ale kiedy skorzystałam z ich zaproszenia to drugie wrażenie - już ZUPEŁNIE inne! To zorganizowani ale wyluzowani i prze-sympatyczni ludzie. Lecz przede wszystkim wytrwali i silni psychicznie. Ja szczyciłam się kiedyś tym, że jeździłam na obozy survivalowe. One były niczym w porównaniu z życiem tutaj. Naprawdę :P Założyli oni fundację, poprzez którą wspomagają mieszkańców a zwłaszcza tych najmłodszych w wiosce Mwabungu. Na stronie http://pomagamywkenii.org.pl/ możecie zobaczyć co dokładnie Magda z Robertem robią dla mieszkańców wioski:)

Nie ufałam fundacjom jak te - dopóki sama nie pojechałam i nie zobaczyłam na własne oczy. Mówi się - Nie przeżyjesz, nie zrozumiesz. Ja pojechałam i zrozumiałam.

Więc jeżeli jesteś w stanie zaufać mojemu osądowi co do sytuacji i wiarygodności tych ludzi oraz mojej wiary w sens tego co robią dla mieszkańców wioski - to proszę - daruj sobie jedną kawę w miesiącu czy dwie gałki lodów i zrób stałe zlecenie na zwyczajne choćby 10 zł. Za to jedno z tych dzieci czy rodzin otrzyma wsparcie. Za te 10 zł można zdziałać ogrom rzeczy.

Wstawiam kilka fotek z tego deszczowego acz cudnego dnia w Mwabungu a ze swojej strony gorąco zachęcam :)

Film oraz wszystkie zdjęcia zamieszczone pod tym artykułem są autorstwa Agnieszki Królikowskiej - pilota wycieczek w Kenii.

Tutaj istnieje możliwość skomentowania tej wiadomości na portalu społeczniościowym Facebook.

Partnerzy